Kuba miłość

W ramach rozejmu ze zmarłym dziadkiem - opublikowałam jego książkę

2018.09.17 09:47 londongalxx W ramach rozejmu ze zmarłym dziadkiem - opublikowałam jego książkę

Hej,
Chciałabym abyście rzucili okiem na nową pozycję na Kindla - mój dziadek kilkanaście lat temu napisał książkę, jednak nie mieliśmy budżetu aby ją opublikować (jako dziewczynka pamiętam jak dziadek probował zaangażować moją mamę do wszystkiego, jako że sam cierpiał na stwardnienie rozsiane - pisanie książki to był jego zabijacz czasu) - została wydrukowana w kilkuset egzemplarzach i rozdana wśród znajomych i rodziny.
Uwielbiam to, jak łatwo teraz jest dotrzeć do nieograniczonej liczby ludzi i pozwolić im poznać Jego historię - spędził kilka lat na przepięknej, bardzo urokliwej wyspie - Kubie, zanim stała się komercyjnym punktem dla amerykanów, którzy chcieliby zobaczyć trochę tego jak wyglądało komunistyczne życie. Podróż ta kosztowała go jego małżeństwo (sami wiecie, Kubanki..) jednak do końca był szczerze zakochany w języku hiszpańskim, muzyce, autach i klimacie. Nigdy więcej nie miał możliwości tam wrócić.

Książkę opublikowałam i z zarobionych (nie ukrywajmy) pieniędzy chciałabym tam zabrać moją mamę, która odwiedziła go dwukrotnie w trakcie pobytu jako dziecko. Ona sama o tym nie wie, ale mam nadzieję że plan się ziści :-)

Polecam Wam szczerze, mam nadzieje że Wam się spodoba.
Kuba, moja miłość - Jan Kołodziejski

submitted by londongalxx to Polska [link] [comments]


2017.06.09 14:58 SoleWanderer Szczerek znów celnie

Szczerek: Kaczyński śpiewa w chórze Putina. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi

Irracjonalna miłość do Viktora Orbana świadczy o tym, że PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Polska, która ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód, będzie najmocniej bita w tyłek.
Polska znalazła się w dramatycznym położeniu. Jest zbyt duża i posiada zbyt bogatą historię, żeby nie mieć aspiracji, a zarazem jest zbyt słaba, żeby je skutecznie spełniać. Można jeszcze spełniać je mądrze, ale Polsce za bardzo ta historia pojechała po kablach i zwornikach, żeby mogła dorobić się rozsądnej i dojrzałej klasy politycznej.
Efekt jest taki, że Polska pozwoliła się sprowadzić do pozycji chóru. Chóru, którego wiodącym głosem bynajmniej nie jest. Barytonem tam śpiewa Rosja, tenorami są Węgry i Serbia. Polska, która nie ma liczących się solowych partii, a wyłącznie jazgocze gdzieś z boku, przypomina trochę w tym chórze frajera, który nasłuchał się pięknych opowieści, łyknął je jak bocian żabę, i teraz wbrew własnym interesom pomaga robić szum. Przy czym kasę za bilety zgarnia nie ona, a Rosja. I – być może – Węgry i Serbia.
Co więcej, Polska powinna brać czynny udział w rozmontowywaniu tego chórku przez unijne instytucje, bo w jej interesie jest nie tyle istnienie tego chóru, co Unii. Polska jednak, jak ostatni frajer, dalej śpiewa w chórze. I zanim się pokapuje, jakiego idiotę z siebie robi – będzie już za późno.
Europejczycy gorszego sortu
Ten chór to nic innego jak bunt drugiego pokolenia wschodnich Europejczyków. To pod wieloma względami podobny mechanizm, jak ten, który działa wśród młodych muzułmanów, potomków tych, którzy przyjechali na Zachód kilkadziesiąt lat temu. Ci młodzi muzułmanie, urodzeni już na Zachodzie, ale jednak nie traktowani przez Zachód jako swojacy i nadal pod wieloma względami upośledzeni, przyłączają się do ekstremistycznych organizacji islamistycznych. To oni często stoją za zamachami.
Mniej więcej podobnie wygląda antyzachodni sentyment w Europie Środkowej i Wschodniej. Dzieci tych, którzy tak chętnie obalali mur i rzucili się integrować z Zachodem, urodzili się już w postkomunistycznej Europie, a nadal czują się z niej wykluczani. Pracują w Wielkiej Brytanii, w Niemczech – i czują się ludźmi drugiego, gorszego sortu. Dlatego okopują się w swojskości. Szukają własnych wartości. Dokładnie tak samo, jak młodzi muzułmanie.
Różnica jest taka, że w obrębie islamu istniejący nurt radykalny każe wysadzać się razem z okolicą w powietrze, a w obrębie Europy Środkowej – maszerować w neonazistowskich marszach, głosować na nacjonalistycznych populistów i wspierać Putina. A jeśli nie bezpośrednio Putina, to w każdym razie to, co Putin mówi.
Jeśli się przyjrzeć narracji środkowoeuropejskich populistów to, wiadomo, pokrywa się to z narracją Rosji. Z tego prostego powodu, że Rosja podlega tym samym procesom, co reszta wschodniej Europy. Nie jest wcale inna. I tak samo, jak inni zawiodła się na Zachodzie. Zachód, mówią Rosjanie, tylko udaje te swoje wysokie standardy, a tak naprawdę sam jest nietolerancyjny, popada w dekadencję, odmawia innym prawa głosu, jeśli ten głos nie jest politycznie poprawny, odrzuca religię oraz tradycyjne wartości.
W zasadzie jest to również podobne do tego, co mówi zbuntowane drugie pokolenie. Rzecz w tym, że ci, którzy krytykują Zachód, sami nie przedstawiają sensownej alternatywy. Rosja już od dawna jest autokratycznym zamordyzmem, inne kraje też idą w tym kierunku. Poza tym – nie jest to pierwszy w historii bunt przeciwko postawie Zachodu. A bunty peryferii zawsze kończyły się czymś o wiele gorszym niż sam Zachód. Kuba, Iran, gdzie do tej pory w imię tradycji i szariatu wiesza się ludzi publicznie, Hiszpania Franco, Portugalia Salazara, Irlandia z czasów galopującego katolicyzmu, gdy zakazana była nie tylko aborcja, ale i rozwody.
Sojusz z Putinem i Radiem Maryja
Bunt naszej części Europy pokrył się, dodatkowo, z populistycznym buntem w ramach samego Zachodu. W sytuacji, gdy zachodnia lewica i prawica osiągnęły bowiem taki stopień zżycia, że w zasadzie trudno było powiedzieć kto jest kim (vide „wielka koalicja” w Niemczech), zaczęła wobec niej oddolnie powstawać opozycja. Populistyczna. To dlatego to nie chadecja jest już prawicą, która z prawej strony kontroluje bardziej liberalną od niej lewicę, tylko chadecja i lewica zlały się ludziom w „elitę”, a przeciw niej powstała nowa prawica. Nowa, świeża, a więc wrzaskliwa i populistyczna.
Polski PiS, nie mając świadomości tego zjawiska, a chcąc raczej kontrować „elity” z chadeckich pozycji (albo z pozycji takich, jakie sobie PiS wyobraża, że są chadeckie), jak ostatni frajer przyłączył się do chóru populistów. I, biedny, nie zdaje sobie sprawy, że jednocześnie śpiewa w chórze LePen i Putina. Bo poza tym chórem żadnych innych chórów nie ma. A i sam PiS nie zauważył, że już dawno nie jest chadecki, tylko skrajnie prawicowy – bo jaki ma być po sojuszu z Radiem Maryja i z takimi cudami jak Macierewicz w rządzie?
Dochodzimy tu do sedna sprawy. Ta nowa prawica nie ma żadnego europejskiego programu. Kaczyński chciałby mieć, ale uaktywnia mu się on w głowie po kolejnych katastrofach, które – za sprawą tego chóru, w którym PiS frajersko uczestniczy – się w Europie dzieją. Tak było, na przykład, po Brexicie. Kaczyński wtedy wyskoczył jak wystraszony zając z krzaków i zaczął opowiadać wszystkim o wspólnej europejskiej armii. W sytuacjach kryzysowych, gdy PiS musi jakoś urealniać swoje spojrzenie na rzeczywistość, też wiedzą kogo popierać: Merkel, która z pozycji pisowskich jest symbolem zła wszelkiego. Jak z niechęcią przyznał PiS w pewnym momencie, lepszej dla niej alternatywy w Niemczech nie ma. Identycznie było z Marconem.
Orban – spełniony antyliberalny sen
Irracjonalna miłość dla Orbana, który ma w Europie swoje sprawy do rozegrania i wcale nie kryje się z sympatią do Putina, pokazuje, jak ten nasz nieszczęsny PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Na wyobrażonej przyjaciel Viktor to spełniony antyliberalny sen i „Polak – Węgier ket jo barat”, a na prawdziwej, co wyjątkowo rzadko do otumanionego PiS-u dociera – to rosyjski sojusznik. Więc polska walka, na przykład, z Sorosem, która jest identyczna jak walka Węgrów, Rosjan czy prorosyjskich Bałkańczyków, jest na rękę wyłącznie Rosji.
Bo tylko Rosja ma „paneuropejski” program. To nic innego, jak tylko słynny plan Miedwiediewa, który zakłada wspólną strefę bezpieczeństwa pod rosyjskimi auspicjami rozciągającą się od Władywostoku po Lizbonę. Rosji się ten paneuropejski populistyczny ruch opłaca, bowiem obniża on demokratyczne standardy na tyle, by Rosja się w nich – po prostu – mieściła. Le Pen, brexitowa Brytania, Orban czy Wilders to dla Rosji wymarzeni sprzymierzeńcy, którzy nie będą się już, jak dawna liberalna Europa, czepiali praw człowieka czy innych „pedalskich” zachodnich wartości. Dlatego też Rosja tak gorąco popierała Trumpa, bo wrzucała go do tego samego worka co innych.
Rosja jednak, podobnie jak Kaczyński i cała reszta ekipy, przestrzeliła, nie widzi bowiem słonia na środku pokoju: ignoruje fakt, że europejski system otwartego, racjonalnego, antynacjonalistycznego podejścia do polityki, tak znienawidzony przez populistów, powstał po to, by partykularne interesy nie doprowadziły do kolejnych konfliktów. A ledwo Trump został prezydentem – europejska jedność się wali. W imię interesu USA Trump atakuje ważnego sojusznika – Niemcy, kręci nosem na art. 5 NATO. No i, co oczywiste, coraz bardziej zwraca się przeciwko geopolitycznemu zagrożeniu, czyli Rosji.
Tylko, że Putin zaczyna to rozumieć. Dlatego pozwolił ostatnio, by go Macron nakarmił żabami.
Polityka zagraniczna rodem z „Nagiej broni”
A co rozumie Kaczyński? Niewiele. Coś tam świta, coś tam zaczyna ogarniać, że może jednak Międzymorze przestrzelone, że Orban coś tam za bardzo z tą Rosją kombinuje (zupełnie, jakby nikt tego Kaczyńskiemu wcześniej nie tłumaczył). A o co chodzi Orbanowi? W jakimś to chórze, za sprawą pisowskiej polityki zagranicznej rodem z „Nagiej broni”, uczestniczymy?
Ano, wygląda to trochę tak, że do rosyjskiej gry podpinają się Węgrzy i Serbowie, którzy chcą upiec własną pieczeń na walącej się Europie. Owszem, dopóki UE istnieje i daje kasę, zarówno Orban, jak i serbski przywódca Vucić, który jest typowym przykładem nacjonalisty i autorytarysty ufarbowanego bardzo po wierzchu na probrukselskiego demokratę – uczestniczą w europejskim projekcie, chętnie przytulają pieniądze, które idą na wzmacnianie ich autorytarnych systemów i wspieranie proreżimowych oligarchów.
Trzeba jednak pamiętać, że zarówno Węgry, jak i Serbia to kraje głęboko skrzywdzone przez Zachód. Węgry – wiek temu, po traktacie w Trianon, który z dużego europejskiego państwa zredukował ich do pozycji europejskiej drobnicy (tak, jakby z Polski została tylko Kongresówka). Serbia – po rozpadzie Jugosławii.
Oba te kraje widzą, że w wypadku wycofania się z regionu gwarantującego ład światowy Zachodu, będą mogli zawalczyć o odzyskanie swojej pozycji. Serbia – na przykład przez przyłączenie zamieszkanej przez Serbów części Bośni (która w zasadzie i tak działa do pewnego stopnia niezależnie od Sarajewa) czy północnego Kosowa (działającego niezależnie od Prisztitny).
W obu tych krainach poparcie dla Belgradu jest gigantyczne, więc Rosja, która jest postrzegana jako sojusznik tak w Kosowie Płn., jak w Republice Serbskiej w Bośni, czy też w Serbii właściwej, mogłaby z czystym sumieniem robić za gwaranta nowego ładu na Bałkanach. Rosja bowiem, warto zauważyć, nie pcha się dalej w las (przynajmniej, póki co), niż tak daleko, jak jej chcą: Krym, Osetia, Abchazja, Donbas. Naddniestrze. Wszędzie ma poparcie i nie przekracza linii, nie pcha się tam, gdzie jej nie chcą. Rosjanie mogli zająć Tbilisi, ale nie zajęli. Mogli iść dalej w Ukrainę – nie poszli. Nie znaczy to, oczywiście, że zawsze tak będzie. Ale póki co – tak jest. Jeśli z Bałkanów zniknie Zachód (a to nie takie proste, biorąc pod uwagę jego nadal szeroką obecność wojskową w krajach byłej Jugosławii), to karty rozda Rosja. I będzie to rozdanie zgodne z etnicznymi oczekiwaniami. Przynajmniej Serbów.
Z Węgrami sprawa jest trudniejsza, ale biorąc pod uwagę entuzjazm, z jakim Węgrzy rzucili się popierać autonomię ukraińskiego Zakarpacia, dawnej węgierskiej Karpatalji, w czasie, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę – całkiem nieźle widać, co się kroi. Coraz mniej przyjemny węgierski kurs, na przykład, wobec faktu, że to Rumunia włada obecnie dawną węgierską Transylwnią i coraz głośniejsze szarpanie potrianońskich ran w Budapeszcie też świadczy, że tutaj taktyka salami może popchnąć Węgry do coraz mocniejszych działań. Węgrzy, oczywiście, nawet z pomocą Rosji nie byliby w stanie odzyskać całej przedtrianońskiej przestrzeni (choćby dlatego, że największym sojusznikiem Orbana jest serbski Vucić, a dawna węgierska Wojwodina należy do Serbii), ale gra na rozczłonkowanie Ukrainy dla Węgrów nie jest już taka nierealna. A mocno prozachodnia Rumunia już teraz, otoczona przez prorosyjskie w dużym stopniu kraje, czuje się coraz bardziej osaczona. Tylko, póki co, nie wpada w podobną pułapkę co Polska i nie przyłącza się do populistyczno-nacjonalistycznego chóru, który zagłusza to, co się w regionie dzieje.
„Wyjątkowa polska droga”
A jak będzie wyglądał region po tym, jak zniknie z niego ten znienawidzony Zachód, który Polska niby chce podtrzymywać, ale który atakuje z identycznych pozycji, co Rosja? No cóż, Węgrzy skłóceni ze wszystkimi sąsiadami, pewnie w końcu i z Serbią, Polska z Ukrainą, Serbia waląca klina w Bośnię, coraz bardziej skłócona z Chorwacją… A co będzie, gdy to Rosja, na co liczą populiści nie tylko w Europie Środkowej, ale chyba trochę i w Zachodniej (bo własnych zjednoczeniowych projektów nie mają) będzie rozdawała karty w ramach europejskiego systemu bezpieczeństwa? Cóż: zyskają na pewno jej sojusznicy. A Polska, która w ramach genialnej polityki PiS – ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód – będzie, cóż poradzić, najmocniej bita w tyłek.
Pozostaje tylko nadzieja, że ktoś, kiedyś, rozliczy rządzących geniuszów z ich międzynarodowej polityki. Dla Zachodu bowiem każdy przyczółek wsparcia dla Unii jest na wagę złota i otwarcie prounijna Polska byłaby nieoceniona. Byłby to ważny moment, w którym Warszawa mogłaby wzmocnić swoje znaczenie w Unii i w sposób mądry i odpowiedzialny – a nie głupi, niedojrzały i dziecinny – domagać się obrony swojego interesu w ramach wspólnoty. Zamiast tego – Warszawa gra przeciw Brukseli i coraz energiczniej piłuje gałąź, na której siedzi.
Warto przypomnieć, że Putin też zaczynał mając nadzieję, że uda mu się dogadać z Zachodem nie przyjmując zachodnich standardów. Skończył tak, jak skończył. To samo czeka PiS, które te zachodnie standardy właśnie demontuje, a jednocześnie chce, żeby Zachód zaakceptował „wyjątkową polską drogę”, która jest niczym innym jak połączeniem kopalnego konserwatyzmu z narodowo-socjalistycznym odruchem. Zachód PiS nie zaakceptuje, a PiS podryfuje na wschód. A biorąc pod uwagę przekonania krzepnącej właśnie neo-endecji – ta droga już się zaczęła.
Tylko, że Rosja to Rosja: nie da się bez niej funkcjonować i Zachód musi się z nią jakoś dogadywać. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


Gliniarze Natalia i Kuba miłość - YouTube Natalia i Kuba ~Miłość ❤ Gliniarze - Natalia i Kuba - 'Ze Mną Bądź' Kuba Natalia Gliniarze Miłość istnieje Historia Kuby i Ani o miłości na odległość 2000 km!! Kuba Wolski- Pierwsza miłość - YouTube

  1. Gliniarze Natalia i Kuba miłość - YouTube
  2. Natalia i Kuba ~Miłość ❤
  3. Gliniarze - Natalia i Kuba - 'Ze Mną Bądź'
  4. Kuba Natalia Gliniarze Miłość istnieje
  5. Historia Kuby i Ani o miłości na odległość 2000 km!!
  6. Kuba Wolski- Pierwsza miłość - YouTube

Dziękuję ,że mnie oglądacie. Spróbujmy dobić 100 subskrypcji. Song Love Exists; Artist Amy Lee; Licensed to YouTube by UMG, SME, WMG (on behalf of Third Party Label); LatinAutor, CMRRA, UNIAO BRASILEIRA DE EDITORAS DE MUSICA - UBEM, Sony ATV Publishing ... Arioch & Nati- Miłość na odległość - Duration: 2:53. Sad Rap Arioch 642,997 views. 2:53 💕 Rihanna ~ 'Love On The Brain' (Lyrics) 💞 - Duration: 3:45. Dzień dobry witam wszystkich nowych ludzi na moim kanale proszę nowe osoby o zasubskrybowanie , mojego kanału moim celem do końca roku jest dobicie 1000 subó... Gliniarze Natalia i Kuba miłość - Duration: 1:07. Gliniarze lajolek 12,116 views. 1:07. Zonoma & Sara Farell - Somebody Else - Duration: 3:24. Melodicity Recordings Recommended for you. Witam. Niezbyt oglądam odcinki z nimi dlatego taki krótki filmik. Pozdro guys